ledwo wygrzebaliśmy się z kartonów, dopiero co poskręcaliśmy meble i rozstawiliśmy zdjęcia na półkach kiedy nadeszła wiadomość o konieczności przeprowadzki.
co prawda nie daleko. to nie jest kolejna zmiana miasta. jedynie 7km od aktualnego miejsca pobytu...a mimo to na widok toreb rozstawionych w korytarzu dostaję gęsiej skórki. składam do nich rzeczy już zupełnie niechlujnie, nie opisuje. jestem skrajnie zmęczona i obolała.
M już nie dostaje palpitacji serca jak widzi, że coś pomagam. bezceromonialnie na mnie krzyczy i karze bezwzględnie siedzieć na dupie i robić NIC. wiem, że ma rację. szpitala uniknęłam tylko dzięki obietnicy ciągłego leżenia.
ale jak tu leżeć kiedy trzeba się pakować?
z pozytywnych informacji - wybraliśmy imię :) Igor
i nagle wszyscy dookoła zaczęli pytać "a co jeśli będzie dziewczynka?"
nie rozumiem co ma być? mam wtedy nie kochać? panną Igorową raczej nie zostanie ale czy to takie ważne?
poniedziałek, 25 lipca 2011
sobota, 16 lipca 2011
pierwszy raz
po wczorajszych skurczach uświadomiłam sobie, że brakuje nam jeszcze całej masy rzeczy. między innymi zabawek. nie mamy żadnej.
to znaczy nie mieliśmy.
dzisiaj w ramach odpoczynku na werandzie pierwszy raz zaciskałam znajomość z igłą i nitką :)
oto co z tego wyszło:
to znaczy nie mieliśmy.
dzisiaj w ramach odpoczynku na werandzie pierwszy raz zaciskałam znajomość z igłą i nitką :)
oto co z tego wyszło:
piątek, 15 lipca 2011
środa, 13 lipca 2011
niedziela, 10 lipca 2011
abym pamiętała
Wasze dzieci nie są waszą własnością;
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą
i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.
Children
And a woman who held a babe against her bosom said, "Speak to us of
Children."
And he said:
Your children are not your children.
They are the sons and daughters of Life's longing for itself.
They come through you but not from you,
And though they are with you, yet they belong not to you.
You may give them your love but not your thoughts.
For they have their own thoughts.
You may house their bodies but not their souls,
For their souls dwell in the house of tomorrow, which you cannot visit,
not even in your dreams.
You may strive to be like them, but seek not to make them like you.
For life goes not backward nor tarries with yesterday.
You are the bows from which your children as living arrows are sent forth.
The archer sees the mark upon the path of the infinite, and He bends you
with His might that His arrows may go swift and far.
Let your bending in the archer's hand be for gladness;
For even as he loves the arrow that flies, so He loves also the bow that
is stable.
-- Kahlil Gibran
są synami i córkami samej mocy życia.
Jesteście ich rodzicami, ale nie stworzycielami.
Mieszkają z wami, a mimo wszystko do Was nie należą:
Możecie dać im swą miłość, lecz nie wasze idee
ponieważ one mają swoje idee.
Możecie dać dom ich ciałom, ale nie ich duszom,
ponieważ ich dusze mieszkają w domu przyszłości,
którego wy nie możecie odwiedzać nawet w waszych snach.
Możecie wysilać się, by dotrzymać im kroku,
ale nie żądać, by byli podobni do Was,
ponieważ Życie się nie cofa,
ani nie może zatrzymać się na dniu wczorajszym.
Wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci,
jak żywe strzały, zostały wyrzucone naprzód;
Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności
i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą,
żeby strzały mogły poszybować szybko i daleko.
Poddajcie się z radością rękom Strzelca,
ponieważ on kocha równą miarą
i strzały, które szybują,
i łuk, który pozostaje niewzruszony.
Children
And a woman who held a babe against her bosom said, "Speak to us of
Children."
And he said:
Your children are not your children.
They are the sons and daughters of Life's longing for itself.
They come through you but not from you,
And though they are with you, yet they belong not to you.
You may give them your love but not your thoughts.
For they have their own thoughts.
You may house their bodies but not their souls,
For their souls dwell in the house of tomorrow, which you cannot visit,
not even in your dreams.
You may strive to be like them, but seek not to make them like you.
For life goes not backward nor tarries with yesterday.
You are the bows from which your children as living arrows are sent forth.
The archer sees the mark upon the path of the infinite, and He bends you
with His might that His arrows may go swift and far.
Let your bending in the archer's hand be for gladness;
For even as he loves the arrow that flies, so He loves also the bow that
is stable.
-- Kahlil Gibran
czwartek, 7 lipca 2011
mózg mi się przegrzewa
ciąża to piękny okres w życiu kobiety... być może.
o ile ta kobieta nie musi pracować, uczyć się, podróżować,spać a czasem oddychać ;) to wtedy wszystko może być magiczne.
kiedy jednak w sesji letniej jest 16 egzaminów i zaliczeń, projekty w pracy walą się na głowę, pociągi jeżdżą te same co za czasów PRLu i dziwnym zbiegiem okoliczności jednak chce się oddychać (co skutecznie utrudnia kopiący w płuca maluch) to ciąża może być ciężka, frustrująca i po prostu nie do zniesienia.
ok, trochę marudzę. ale tylko trochę.
w sobotę ostatni egzamin. temperatura od poniedziałku sukcesywnie spada - z 38,5 doszłam już do 37,2.
idzie ku lepszemu.
mózg mi się przegrzewa. pewnie od nauki ;)
o ile ta kobieta nie musi pracować, uczyć się, podróżować,spać a czasem oddychać ;) to wtedy wszystko może być magiczne.
kiedy jednak w sesji letniej jest 16 egzaminów i zaliczeń, projekty w pracy walą się na głowę, pociągi jeżdżą te same co za czasów PRLu i dziwnym zbiegiem okoliczności jednak chce się oddychać (co skutecznie utrudnia kopiący w płuca maluch) to ciąża może być ciężka, frustrująca i po prostu nie do zniesienia.
ok, trochę marudzę. ale tylko trochę.
w sobotę ostatni egzamin. temperatura od poniedziałku sukcesywnie spada - z 38,5 doszłam już do 37,2.
idzie ku lepszemu.
mózg mi się przegrzewa. pewnie od nauki ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



