ledwo wygrzebaliśmy się z kartonów, dopiero co poskręcaliśmy meble i rozstawiliśmy zdjęcia na półkach kiedy nadeszła wiadomość o konieczności przeprowadzki.
co prawda nie daleko. to nie jest kolejna zmiana miasta. jedynie 7km od aktualnego miejsca pobytu...a mimo to na widok toreb rozstawionych w korytarzu dostaję gęsiej skórki. składam do nich rzeczy już zupełnie niechlujnie, nie opisuje. jestem skrajnie zmęczona i obolała.
M już nie dostaje palpitacji serca jak widzi, że coś pomagam. bezceromonialnie na mnie krzyczy i karze bezwzględnie siedzieć na dupie i robić NIC. wiem, że ma rację. szpitala uniknęłam tylko dzięki obietnicy ciągłego leżenia.
ale jak tu leżeć kiedy trzeba się pakować?
z pozytywnych informacji - wybraliśmy imię :) Igor
i nagle wszyscy dookoła zaczęli pytać "a co jeśli będzie dziewczynka?"
nie rozumiem co ma być? mam wtedy nie kochać? panną Igorową raczej nie zostanie ale czy to takie ważne?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz