nad morzem było cudownie ale powrót do rzeczywistości boli.
w weekend 4 egzaminy - a ja zupełnie nie mam ani czasu, ani chęci ani pamięci do nauki. siedzę nad książkami bardziej po to aby stwarzać pozory. moje ciało przepełnione jest chyba ciążowymi hormonami i mózg nie ma ochoty przyswajać informacji innych niż te dotyczące noworodków.
dzisiaj przyjeżdża teściowa. może to da mi chwilę czasu na naukę i odpowiednią mobilizację.
niedziela, 26 czerwca 2011
poniedziałek, 20 czerwca 2011
morze jest cudowne
tylko dwa dni, ale już mi lepiej. ten niesamowity zapach, wiatr, szum fal zdziałałby cuda. niestety rozchodzące się spojenie nie pozwoliło na spacery i w ogóle jakiś ruch, ale pogapić się na wodę też jest fajnie. trochę jestem jak niepełnosprawna z tym uszczerbkiem. dobrze, że do porodu zostały już tylko 2 miesiące.
myśląc o porodzie i o tym co mnie najbardziej na świecie uspokaja doszłam do wniosku, że muszę zaopatrzeć się w nagranie szumu morza.
wróciłam spokojniejsza, choć dziś jakoś chęci do pracy brak... to tak chyba pourlopowo jeszcze. od jutra biorę się ostro za siebie. nadrabiam zaległe projekty, wrzucam zaległości na eneurona, otwieram książki do nauki na zbliżającą się sesje.
dzisiaj jeszcze leniuchuje.
myśląc o porodzie i o tym co mnie najbardziej na świecie uspokaja doszłam do wniosku, że muszę zaopatrzeć się w nagranie szumu morza.
wróciłam spokojniejsza, choć dziś jakoś chęci do pracy brak... to tak chyba pourlopowo jeszcze. od jutra biorę się ostro za siebie. nadrabiam zaległe projekty, wrzucam zaległości na eneurona, otwieram książki do nauki na zbliżającą się sesje.
dzisiaj jeszcze leniuchuje.
środa, 15 czerwca 2011
gorzej i lepiej
lekarz wyprowadził mnie z równowagi całkowicie.
jutro rano wsiadam w samochód i jadę nad morze. muszę się zrelaksować, odpocząć, pozbierać siły na kolejne tego typu przeprawy.
jutro rano wsiadam w samochód i jadę nad morze. muszę się zrelaksować, odpocząć, pozbierać siły na kolejne tego typu przeprawy.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
postraszyć lekarzem
jutro czeka mnie wizyta u nowego lekarza. szczęśliwiec ten jeszcze nie wie, że będzie prowadził moją ciążę dalej. o ile się dogadamy oczywiście...
i tutaj pojawia się właśnie pewien problem. z pierwszym lekarzem okres 'dotarcia się' zajął prawie cały pierwszy trymestr. przeszliśmy rozmowy w stylu:
lekarz: proszę brać witaminy marki X
ja: proszę dać skierowanie na biochemię, to jak wyjdą braki to będę brała
ostatecznie wiedziałam, że chociaż patrzy na mnie jak na trochę zacofaną wariatkę to w czasie porodu nie będzie się zbytnio pieklił kiedy odmówię podania oksytocyny, przebicia pęcherza etc. zresztą, i tak planowałam rodzić w domu - o czym lekarz wiedział i raczył to nawet skwitować, że taka forma porodu w dzisiejszych czasach jest tylko dla tak upartych kobiet jak ja :D pewnie chciał powiedzieć bab ale mu nie wypadało ;)
teraz, kiedy przeprowadzka wymusiła konieczność zmiany lekarza i planów porodowych - nie znalazłam położnej do porodu domowego w Białymstoku - myśl o pierwszej wizycie i konieczności tłumaczenia od nowa swoich racji jakoś mnie przeraża. tak po prostu się boję. niby to śmieszne, w końcu to nie jedyny lekarz, jeśli powie, że warunki porodowe, które stawiam są nie do spełnienia to pójdę do innej prywatnej kliniki.
tak czy inaczej, czuję się jakbym musiała szykować się na wojnę.
i tutaj pojawia się właśnie pewien problem. z pierwszym lekarzem okres 'dotarcia się' zajął prawie cały pierwszy trymestr. przeszliśmy rozmowy w stylu:
lekarz: proszę brać witaminy marki X
ja: proszę dać skierowanie na biochemię, to jak wyjdą braki to będę brała
ostatecznie wiedziałam, że chociaż patrzy na mnie jak na trochę zacofaną wariatkę to w czasie porodu nie będzie się zbytnio pieklił kiedy odmówię podania oksytocyny, przebicia pęcherza etc. zresztą, i tak planowałam rodzić w domu - o czym lekarz wiedział i raczył to nawet skwitować, że taka forma porodu w dzisiejszych czasach jest tylko dla tak upartych kobiet jak ja :D pewnie chciał powiedzieć bab ale mu nie wypadało ;)
teraz, kiedy przeprowadzka wymusiła konieczność zmiany lekarza i planów porodowych - nie znalazłam położnej do porodu domowego w Białymstoku - myśl o pierwszej wizycie i konieczności tłumaczenia od nowa swoich racji jakoś mnie przeraża. tak po prostu się boję. niby to śmieszne, w końcu to nie jedyny lekarz, jeśli powie, że warunki porodowe, które stawiam są nie do spełnienia to pójdę do innej prywatnej kliniki.
tak czy inaczej, czuję się jakbym musiała szykować się na wojnę.
środa, 8 czerwca 2011
dzień w pracy
praca w domu ma swoje plusy i minusy. przy moim stylu życia niewątpliwym atutem jest mobilność - mogę praktycznie w każdej chwili spakować laptopa i wsiąść do samochodu. szczerze mówiąc jest to główny powód dla którego robię to co robię.
ale są też minusy. jednym z nich są inni domownicy, którym czasem ciężko jest zrozumieć, że kiedy klikam w klawisze to wcale nie rozmawiam ze znajomymi, a gdy odbieram skypa to właśnie negocjuje kolejne zlecenie. uśmiechają się z niedowierzaniem kiedy opowiadam im o kliencie z drugiego końca Polski. śmieszne to, fajne, ale czasem irytujące... zwłaszcza gdy ktoś z wyrzutem powie, że przecież miałam tyle czasu na ugotowanie zupy pomidorowej.
(foto wygooglowane)
ale są też minusy. jednym z nich są inni domownicy, którym czasem ciężko jest zrozumieć, że kiedy klikam w klawisze to wcale nie rozmawiam ze znajomymi, a gdy odbieram skypa to właśnie negocjuje kolejne zlecenie. uśmiechają się z niedowierzaniem kiedy opowiadam im o kliencie z drugiego końca Polski. śmieszne to, fajne, ale czasem irytujące... zwłaszcza gdy ktoś z wyrzutem powie, że przecież miałam tyle czasu na ugotowanie zupy pomidorowej.
(foto wygooglowane)
poniedziałek, 6 czerwca 2011
przeprowadzki ciąg dalszy
najpierw kilkaset kilometrów średniej jakości drogi. potem przenoszenie kartonów. rozpakowywanie i decydowanie co, gdzie, jak. w efekcie w salonie mam stos pustych pudeł, zero złożonych mebli, masę książek na podłodze i nieodparte wrażenie, że przeprowadzki są pomysłem szatana :)
najgorsze ze wszystkiego było zaś to, że mi nie wolno było robić absolutnie NIC. ze względu na stan odmienny mogłam jedynie patrzeć i się irytować, albo częściej irytować tych, którzy nosić to wszystko musieli. gdy tylko dotknęłam się do jakiejś malutkiej torby czy innego pakunku mój szanowny mąż dostawał palpitacji serca i leciał na ratunek.
najgorsze ze wszystkiego było zaś to, że mi nie wolno było robić absolutnie NIC. ze względu na stan odmienny mogłam jedynie patrzeć i się irytować, albo częściej irytować tych, którzy nosić to wszystko musieli. gdy tylko dotknęłam się do jakiejś malutkiej torby czy innego pakunku mój szanowny mąż dostawał palpitacji serca i leciał na ratunek.
niedziela, 5 czerwca 2011
sesja
zaliczenia na studiach mają to do siebie, że zawsze przypadają w najbardziej gorące dni w roku.
czwartek, 2 czerwca 2011
nie mogę spać. again.
Dlaczego nikt mi wcześniej nie powiedział, że ciąża to okres kiedy na zmianę jest się nieziemsko zmęczonym i cierpi się na bezsenność. W ciągu dnia chodzę jak żywe zombi, w nocy nie mogę zmrużyć oka. Opinia lekarza - to normalne. Ciekawe czy by tak mówił gdyby to on w ciągu ostatniego tygodnia przespał łącznie 10 godzin.
Poproszę takie łóżko. Delikatny wiatr i książkę. Mrrrr...
(foto from: http://pinterest.com/pin/5032168/)
Poproszę takie łóżko. Delikatny wiatr i książkę. Mrrrr...
(foto from: http://pinterest.com/pin/5032168/)
środa, 1 czerwca 2011
z wielu powodów
Opuściłam starego bloga z wielu powodów. Prowadziłam go od kilku lat i o dziwo czuję się teraz... lepiej. Najwyraźniej sentymenty nie są moją mocną stroną.
W moim życiu wieleee zmian. W ciągu ostatniego roku przeprowadzałam się 3 razy - za każdym razem do innego miasta. Nowa praca, a właściwie dwie prace. I klucz programu - ciąża. Wszystko to sprawia, że czuję, że zasłużyłam na nowego bloga i nowy start.
O czym tu będzie? O wszystkim i o niczym. Zapewne o pracy, którą kocham. O studiach, które są moją pasją. O rodzinie, która niebawem się powiększy. O ekologii i wegetarianizmie, bo to część mojego życia. O książkach, bo jestem nałogową czytelniczką. O mnie.
W moim życiu wieleee zmian. W ciągu ostatniego roku przeprowadzałam się 3 razy - za każdym razem do innego miasta. Nowa praca, a właściwie dwie prace. I klucz programu - ciąża. Wszystko to sprawia, że czuję, że zasłużyłam na nowego bloga i nowy start.
O czym tu będzie? O wszystkim i o niczym. Zapewne o pracy, którą kocham. O studiach, które są moją pasją. O rodzinie, która niebawem się powiększy. O ekologii i wegetarianizmie, bo to część mojego życia. O książkach, bo jestem nałogową czytelniczką. O mnie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




