poniedziałek, 6 czerwca 2011

przeprowadzki ciąg dalszy

najpierw kilkaset kilometrów średniej jakości drogi. potem przenoszenie kartonów. rozpakowywanie i decydowanie co, gdzie, jak. w efekcie w salonie mam stos pustych pudeł, zero złożonych mebli, masę książek na podłodze i nieodparte wrażenie, że przeprowadzki są pomysłem szatana :)


najgorsze ze wszystkiego było zaś to, że mi nie wolno było robić absolutnie NIC. ze względu na stan odmienny mogłam jedynie patrzeć i się irytować, albo częściej irytować tych, którzy nosić to wszystko musieli. gdy tylko dotknęłam się do jakiejś malutkiej torby czy innego pakunku mój szanowny mąż dostawał palpitacji serca i leciał na ratunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz