Ha, podzielę się z Wami takim cudem, a co tam :) Wystarczy podać adres email a prześlą Wam hipnozę relaksacyjną. Jak dla mnie bomba... bo u mnie Święta to zawsze czas totalnego horroru. No, może trochę przesadzam, ale generalnie w Święta czuję się zawsze bardziej zmęczona niż bez świąt. A przy tym rzeczywiście można odpocząć. Polecam :) Na facebooku było do wzięcia do 9 grudnia ale tutaj po zapisaniu się na listę można nadal je otrzymać. Chociaż zapisać się na FB i tak warto, bo mają tam też inne konkursy ;)profil tutaj: http://facebook.com/pages/dobra-hipnoza
środa, 12 grudnia 2012
Hipnotyczna relaksacja przed Świętami!
Dajcie znać czy Wam się podoba i czy się przedało.
Ostatnio śledzę takie różne profile na FB i powiem, że sporo różnych rzeczy można teraz przed Świętami dostać za darmo. Hehehe :) tak to jest jak człowiek do tej pory nie korzystał z takich cudów jak nk i twitter a teraz się przekonuje, że to jednak całkiem ok :)
niedziela, 27 maja 2012
Przemysł: dziecko
Zbliża się dzień dziecka i mam nieodparte wrażenie, że dziecko jest ostatnio tym na co wszelki handel stara się mnie dzisiaj skusić. Przykładowy haczyk na młodą mamę. Mam kupić wózek (najlepiej w euro stylu), wiatraczek, jakiś dmuchany szmelc i masę grających pierdół, które będą zaburzać spokój w moim domu. A jak mówię, że nie wierzę w edukacyjność większości zabawek edukacyjnych to patrzą na mnie jak na wariatkę.Ale proszę państwa - czy ktoś kiedyś udowodnił, że dziecko któremu wszystko wokół gra, śpiewa i się mieni rozwija się (no właśnie, niby jak ma się rozwijać?) lepiej? - co znaczy, że niby lepiej? niektórzy mówią, że rozwija się szybciej. Tylko, że mi się wcale a wcale nie śpieszy! Nie zamierzam zmuszać mojego syna do przyśpieszenia! Kto powiedział, że rozwój ma być szybki? Czy ktoś udowodnił, że szybkie zdobywanie nowych umiejętności jest lepsze niż powolne ich ćwiczenie?
Więc jestem wariatką, która zamiast tony piszczących zabawek pozwala dziecku poobcować z drzewem w czasie długiego spaceru, wziąć do buzi kawałek zerwanej trawy czy podnieść z ziemi tradycyjną grzechotkę i nie lecę jej zaraz wyparzać. Zaznaczę przy tym, że mój maluch nie narzeka. Owszem, jeśli pojawi się w domu coś nowego co wydaje dźwięki i ma światełka mały jest zachwycony... na jakieś 15 minut. Po tym czasie nudzi mu się i leci szukać kolejnych wyzwań.
piątek, 6 kwietnia 2012
na niby
na niby ze sobą samą. niby jest dobrze. niby jest źle.
mam gdzieś wszystko oprócz tego małego człowieka łapczywie przytulającego się do moich piersi. tylko te 7miesięcy nieprzespanych nocy sprawia, że zamiast chodzić lewituję w jakimś niby-czasie. jestem na niby. cała.
mam gdzieś wszystko oprócz tego małego człowieka łapczywie przytulającego się do moich piersi. tylko te 7miesięcy nieprzespanych nocy sprawia, że zamiast chodzić lewituję w jakimś niby-czasie. jestem na niby. cała.
piątek, 30 marca 2012
bo już serio sama nie wiem
pomysłów jak zawsze milion na temat co robić z tak pięknie rozpoczętym życiem. Tytuł mgr jakby do snucia dalekosiężnych planów zawodowych to trochę za mało. Zresztą nawet do tego tytułu jeszcze chwila. Więc co dalej. Serio! Nie wiem.
Tak jak zawsze coś wiedziałam to teraz moje knowing ogranicza się do planu zakupów na jutro i rozwiązania zagadki nocnych płaczów mojego dziecka. Więc co dalej...wszelkie sugestie mile widziane.
Tak jak zawsze coś wiedziałam to teraz moje knowing ogranicza się do planu zakupów na jutro i rozwiązania zagadki nocnych płaczów mojego dziecka. Więc co dalej...wszelkie sugestie mile widziane.
piątek, 16 marca 2012
szpital domowy i dready
młody jest pierwszy raz chory. charczy, rzęzi, kaszle i ma katar. poza tym uśmiecha się i patrzy zachłannie przez okno, jakby z wyrzutem, że taka ładna pogoda a my siedzimy w domu.
leczymy się homeopatycznie co wśród niektórych wywołuje reakcje wręcz agresywne.
poza tym mam czas na napisanie magisterki do końca sierpnia, co daje mi jakieś 5 miesięcy na pracę a czasu zupełny brak. im mały robi się większy tym trudniej go okiełznać i zająć się czymś innym niż przytrzymywanie, dokarmianie, podawanie, przebieranie etc.
a mi coraz częściej chodzi po głowie aby strzelić sobie taki fryz:
foto from: http://www.facebook.com/pages/Dreads/165784906772549
leczymy się homeopatycznie co wśród niektórych wywołuje reakcje wręcz agresywne.
poza tym mam czas na napisanie magisterki do końca sierpnia, co daje mi jakieś 5 miesięcy na pracę a czasu zupełny brak. im mały robi się większy tym trudniej go okiełznać i zająć się czymś innym niż przytrzymywanie, dokarmianie, podawanie, przebieranie etc.
a mi coraz częściej chodzi po głowie aby strzelić sobie taki fryz:
foto from: http://www.facebook.com/pages/Dreads/165784906772549
wtorek, 14 lutego 2012
Szczepionka, która zmieniła ich życie
http://www.szymonekidawidek.pl
Śliczni bliźniacy, którzy w wyniku podanego szczepienia poważnie zachorowali. Oboje mają mózgowe porażenie dziecięce. Ich historia jest przerażająca - mama zaprowadziła zdrowe dzieci na szczepienie, lekarze zignorowali wcześniejsze złe reakcje na szczepionkę i podali kolejną dawkę. Pomimo widocznego pogorszenia stanu zdrowia dzieci nikt nie chciał przyznać, że chodzi o NOP - niechciany odczyn poszczepienny. Dopiero pewien odważny neurolog...
czytając takie historie otwiera mi się nóż w kieszeni. jak to możliwe, że ludzie, którzy mieli pomagać odwracają się plecami, nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje. dlaczego tak trudno w Polsce zarejestrować NOP'a? rozumiem, że przyznanie się do błędu nie jest miłe ale praca lekarza to ogromna odpowiedzialność, nikt nie jest alfą i omegą jednak niechęć do rejestracji NOP'ów wpływa na późniejsze statystyki. Mówi się nam, że szczepienia są bezpieczne, że najwyżej mała biegunka lub wysypka, może trochę temperatury. Otóż nie! Szczepienie może być niebezpieczne, może być nawet zabójcze! O ile rodzic świadomy tych zagrożeń decyduje się na nie to wszystko jest ok, ale nam nie powiedziano ani słowa o NOPach kiedy chcieli podać mojemu dziecku szczepionkę. W efekcie jej nie podali, bo się nie zgodziłam. Ale o możliwości NOP nie było ani słowa, chcieli tylko żebym podpisała zgodę na szczepienie. A figa z makiem!
Wracając do Szymona i Dawidka - możecie im pomóc wpłacając jeden procent swojego podatku na nr. konta:
FUNDACJA DZIECIOM „ZDĄŻYĆ Z POMOCĄ"
UL.ŁOMIAŃSKA 5, 01-685 WARSZAWA
nr konta Bank BPH S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
koniecznie z dopiskiem:
12609, GUŚCIORA SZYMON I DAWID - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia
niedziela, 12 lutego 2012
edukacja w domu
do tego jeszcze trochę czasu ale przeczytałam kilka ciekawych artykułów o edukacji w domu. trafiają do mnie argumenty, że system kształci w sposób uśredniony nie zwracając uwagi na specyficzne zainteresowania i talenty poszczególnych dzieci. trochę przypomina mi to ten cytat z Einsteina:
ale mam obawy natury społecznej. czy w ten sposób nie wychowam odludka? a dodatkowo jak mam znalezc czas na edukacje w domu?
pewnie wiec zdecyduje sie na mala szkole stwarzajaca warnki jak w domu
ale mam obawy natury społecznej. czy w ten sposób nie wychowam odludka? a dodatkowo jak mam znalezc czas na edukacje w domu?
pewnie wiec zdecyduje sie na mala szkole stwarzajaca warnki jak w domu
środa, 8 lutego 2012
poniedziałek, 6 lutego 2012
cudowny starszy pan
Chciałam liczyć błogosławieństwa i już po jednym zabrakło mi pomysłów.
Chciałam liczyć i następnego dnia przydarzała mi się ta cudowna historia.
Jadę tramwajem. Jest zimno, bagatela jakieś -20 stopni.
Mam na dłoniach rękawice bez palców. Takie złapałam w drodze do samochodu (zawsze źle mi się prowadzi w tych z palcami) ale w tramwaju zaczynam żałować, że nie mam ze sobą jeszcze czegoś na palce. Grzeję dłonie pocierając jedna o drugą.
Naprzeciwko mnie starszy Pan uśmiecha się pod nosem. Odpowiadam mu uśmiechem.
On zdejmuje z rąk rękawice. Jedną i drugą parę. Podaje mi te lżejsze i mówi "proszę, przydadzą się Pani"
To było wzruszające, przemiłe, bardzo ciepłe i pomocne. Otrzymałam coś, o co nawet nie prosiłam, od obcej osoby. I jestem temu człowiekowi naprawdę wdzięczna. Jakoś tak odzyskałam wiarę w ludzi po tej niedzieli, dzięki niemu. Jakoś zrobiło mi się weselej i lżej na duszy. Usiadłam do pracy z nowym zapałem. A te rękawiczki chyba oprawię w ramkę i powieszę w biurze.
Chciałam liczyć i następnego dnia przydarzała mi się ta cudowna historia.
Jadę tramwajem. Jest zimno, bagatela jakieś -20 stopni.
Mam na dłoniach rękawice bez palców. Takie złapałam w drodze do samochodu (zawsze źle mi się prowadzi w tych z palcami) ale w tramwaju zaczynam żałować, że nie mam ze sobą jeszcze czegoś na palce. Grzeję dłonie pocierając jedna o drugą.
Naprzeciwko mnie starszy Pan uśmiecha się pod nosem. Odpowiadam mu uśmiechem.
On zdejmuje z rąk rękawice. Jedną i drugą parę. Podaje mi te lżejsze i mówi "proszę, przydadzą się Pani"
To było wzruszające, przemiłe, bardzo ciepłe i pomocne. Otrzymałam coś, o co nawet nie prosiłam, od obcej osoby. I jestem temu człowiekowi naprawdę wdzięczna. Jakoś tak odzyskałam wiarę w ludzi po tej niedzieli, dzięki niemu. Jakoś zrobiło mi się weselej i lżej na duszy. Usiadłam do pracy z nowym zapałem. A te rękawiczki chyba oprawię w ramkę i powieszę w biurze.
czwartek, 2 lutego 2012
klimaty depresyjne
jakaś zimowa depresja i beznadzieja mnie dopadła, łącznie z objawami pt."nic mi się nie chce".
powinnam się uczyć do psychofarmakologii - egzamin w niedzielę, ale - mi się nie chce. a może nawet mi się chcę, ale nie dam rady się zmobilizować.
powinnam posprzątać mieszkanie - ale - jak wyżej
jestem zaskoczona ilością rzeczy, które powinnam, a na które zupełnie nie mam ochoty.
marzy mi się ciepła plaża, szum morza i sok ze świeżych ananasów.
najbardziej przygnębia mnie to poczucie, że o własnym domku na takiej plaży chyba nie ma co marzyć bo mamy kryzys, za mało kapitału, za dużo długów itp. czuję się trochę kopnięta przez życie i tak mi jakoś smutno.
powinnam się uczyć do psychofarmakologii - egzamin w niedzielę, ale - mi się nie chce. a może nawet mi się chcę, ale nie dam rady się zmobilizować.
powinnam posprzątać mieszkanie - ale - jak wyżej
jestem zaskoczona ilością rzeczy, które powinnam, a na które zupełnie nie mam ochoty.
marzy mi się ciepła plaża, szum morza i sok ze świeżych ananasów.
najbardziej przygnębia mnie to poczucie, że o własnym domku na takiej plaży chyba nie ma co marzyć bo mamy kryzys, za mało kapitału, za dużo długów itp. czuję się trochę kopnięta przez życie i tak mi jakoś smutno.
![]() |
| fotka z pinterest.com |
piątek, 20 stycznia 2012
up up up
żeby tak o tym na codzień pamiętać.
w firmie zamieszanie. niebawem startujemy ze szkoleniami i jest z tym masa pracy - opracowanie materiału, przebudowa strony www, przygotowanie skryptów. szczerze mówiąc wątpię, że się wyrobimy na planowany 15.02 a z drugiej strony jeśli utrzymamy obecne tempo pracy to kto wie, kto wie...
dziś byłam na prześwietleniu. okazuje się, że moja miednica jednak ucierpiała w czasie ciąży :/ mam ubytki w kości i jakieś zmiany zapalne. na studiach sesja. w domu tylko bez większych zmian.
Mały za to rośnie jak na drożdżach - dzisiaj nauczył się zabawy "a ku ku" i śmieje się w głos jak mama pojawia się zza rąk :)
gdybyście mnie szukali to ciągle najpewniej jest mnie łapać pod telefonem.
buziaki dla Was wszystkich :* a szczególnie dla Ciebie Vic - dziękuję za maile i za pamięć, i przepraszam, że ciągle nie odpisałam, ale się zbieram. Obiecuję :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







